środa, 1 czerwca 2016

WenderEDU


Uwielbiam hotele!
Uwielbiam w nich gościć, rozkoszować się wolnością od spraw codziennych i poczuciem odrobiny luksusu. Najbardziej jednak uwielbiam degustować hotelowe śniadania. Odkrywać nowe smaki i każdą najdrobniejszą rzecz oferowaną bardziej lub mniej świadomie, jaka je wyróżnia. W większości hoteli, w których przebywałam był to zwyczajny poranny posiłek. Nic szczególnego poza tym, że przygotowany i podany poza domem. Były też i takie miejsca, gdzie ten posiłek stawał się wręcz podróżą w najbardziej egzotyczne zakamarki świata. Wypełnieniem najgłębszych luk nienasyconego serca.

Takim miejscem jest jeden z wrocławskich hoteli, w którym dwukrotnie miałam przyjemność nocować. Po raz pierwszy byłam tam w zeszłym roku z moją młodszą siostrą. 
Myślałam sobie – hotel jak hotel... 
Rutynowy meldunek, wymuszony uśmiech recepcjonisty, rozgoszczenie w pokoju. Może jakiś posiłek, kąpiel, paciorek, siusiu, może jeszcze troszkę TV i spać. 
No i... Śniadanko oczywiście :)

Ach, jakże się myliłam...

Przybyłyśmy późnym wieczorem. Głodne i zmęczone. Jednak już na wstępie wszelkie negatywne odczucia zostały rozwiane dzięki miłej obsłudze pana, który mimo późnej pory wciąż dysponował szczerym uśmiechem. Dodam jeszcze, że w pobliżu recepcji znajduje się stolik kawowy, gdzie można skorzystać z wyboru kaw i herbat oraz napoi chłodzonych. 




W przyjemnym klimatycznym pokoju czekało na stoliku menu okolicznej pizzerii, z którego niezwłocznie zrobiłyśmy użytek. Nie zabrakło także zestawu talerzy i sztućców. 
Po zaspokojeniu głodu i zabiegach pielęgnacyjnych nadeszła pora wymarzonego odpoczynku w mięciutkiej pościeli. Było tak wygodnie i błogo, że spałyśmy jak zabite a poranna pobudka nie była najmniejszym wyzwaniem.

Śniadanko! Pora na śniadanko!
Muszę sama przyznać, że to już zboczenie ;)
Jestem smakoszem w tej kwestii i nie mogłam doczekać się nowej degustacji ale to, co ujrzałam w jadalni wielokrotnie przebiło moje oczekiwania. Przebogaty wybór niebanalnych przekąsek. Na ciepło i na zimno. Każde danie przygotowane ze starannością o każdy detal i dobrze wyczuwalną pasją swojej „pracy”. Oczywiście nie mogło zabraknąć napoi, których wybór adekwatnie wzbogacał różnorodność bufetu. To już nie był po prostu posiłek. To była zmysłowa uczta. 
Ukojenie podniebienia i oczu...

Gościłam w niejednym hotelu i w niejednym jadałam ale takimi śniadaniami, o których warto napisać mogą poszczycić się nieliczne. Nieliczne wychodzą poza normę. A co jest poza normą? Wartością przewodnią nie jest sam posiłek ale kunszt przyrządzenia i podania. Staranność o smak i wygląd nie tylko samych potraw ale i całego otoczenia.

Jednym z takich miejsc jest hotel WenderEDU we Wrocławiu.
Poziom usługi nieadekwatny do ceny ;) 

Obiekt położony w centrum miasta z pięknym widokiem na Odrę, którą po zmroku rozjaśniają kolorowe światła przepływających łodzi. Przyjemnie było wrócić do niego i w tym roku.

 Tym razem ja i moje obie młodsze siostry. :)
Zastałam tą samą miłą atmosferę i przemiłą, zwykle szczerze uśmiechniętą obsługę. Ten sam klimat i nietypowy wystrój lokalu o niezwykłej historii. Ten sam spokojny klimat pokoju na poddaszu. Jedyną rzeczą, której mi brakowało, to ta dobrze wyczuwalna pasja na stole bufetowym. To coś, co stanowiło niemal duszę tego posiłku. Być może przyrządziły go nowe osoby lub po prostu był to gorszy dzień w kuchni. Znam to z autopsji. Sama byłam pracownikiem kuchni hotelowej. Mimo że kochałam tą pracę, przychodziły takie dni, że lepiej byłoby pozostać w domu dla dobra własnego i gości. ;)

Mimo wszystko dania były równie smaczne i niebanalne. Momo że śniadanko było nieco mniej bogate, to jednak posiłek był bardzo przyjemny i wart kolejnej wizyty. Bardzo chętnie zatrzymam się tam następnym razem aby sprawdzić czy kojący duch kuchni WenderEDU powrócił - jeśli tylko nadarzy się taka okazja :)
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz